| Dagestan 2009 |
|
Strona 10 z 23
9 dzień, sobota, 13.06.2009, Sogratl, 0km
Przez naszych gospodarzy zostaliśmy namówieni do tego, by zostać u nich jeszcze jeden dzień. Rano śniadanie: kumycki czaj (herbata z mlekiem, czymś tłustym i śmietaną - nie odważyłem się), barszcz, ciudu, chleb i miód w postaci plastrów pociętych na kawałki. Pierwszy raz jadłem miód razem z woskiem z plastrów. Jadło się to jak gumę mambę o smaku miodu :) Ciekawe i smaczne doznanie.
Po śniadaniu nasz gospodarz zorganizował nam wycieczkę po szkole, gdzie oglądaliśmy masę fotografii i rysunków zrobionych przez dzieci. Wszystko oczywiście w temacie wielkiej Rosji i lokalnych gierojów :). Potem poszliśmy zwiedzać muzeum. Oprowadzał nas jego dyrektor, który w swoim gabinecie miał stosy bezcennych, nierzadko kilkusetletnich ksiąg, spisanych po arabsku. Między innymi 400 letni koran. Oprócz tego kolekcja zabytkowej białej broni (mogliśmy sobie pomachać szablami) i pełno eksponatów z wykopalisk. Ciekawa historia wiązała się z niby berłem a niby maczugą. W dawnych czasach jeśli ktoś narozrabiał w wiosce i podpadł starszyźnie, to otrzymywał takie berło, które było wieszane nad wejściem do domu. W czasie gdy był w jego posiadaniu każdy drobny wyskok wiązał się z poważnymi konsekwencjami. Nasz przewodnik nie powiedział jakimi, ale twierdził, że nikt kto miał to berło już nie rozrabiał w tym czasie :)
Po muzeum udaliśmy się na małą przekąskę i przechwycił nas Gassan. Zapakowaliśmy się do nowej wersji Łady Niva - teraz jest to Chevrolet Niva, podobno tylko buda nowa, reszta to stara dobra Niva. Mieliśmy jechać terenowym Leksusem Gassana, ale pożyczył go kumplowi, który też wybrał się w góry i jeszcze nie wrócił. Śmigamy w góry do twierdzy na szczycie widocznej z miasteczka (nie jest to stara twierdza, a tylko rekonstrukcja kawałka murów, by upamiętnić miejsce gdzie broniły się wojska jakiegoś słynnego wojaka). Droga to wąska szutrówka po stromych zboczach. Na początku Gassan oszczędzał nasze nerwy, ale w połowie drogi pokazał jak w Dagestanie jeździ się po górach. Skupiłem się na filmowaniu :) Po drodze mijaliśmy opuszczone wioski i zabudowania, parę razy zatrzymywaliśmy się na foto i video. Super wycieczka. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy paru zabudowaniach, gdzie mieszkała sobie babcia z dziadkiem. Żyją w górach przez większość roku i tylko na zimę schodzą do miasta. Żyją z tego co wyhodują i zasadzą. Oczywiście zostaliśmy poczęstowani herbatą i wszystkim co mieli do zaoferowania dziadkowie - chleb, który można trzymać 2 miesiące, śmietana do niego, suszona i potem podgotowana baranina, ryby, miód, słodycze. Powrót do Sogratl w dagestańskim stylu jazdy.
W miasteczku zostaliśmy przekazani redaktorowi lokalnej gazety, wychodzącej raz w miesiącu. Udzieliliśmy wywiadu, Buzar udzielał się najchętniej, oczywiście wtrącając sporo polityki :) Najwięcej radości wzbudziła nasza odpowiedź na pytanie, co najbardziej nam się nie podoba w Dagestanie (wcześniej było pytanie co się najbardziej podoba). Zgodnie odpowiedzieliśmy, że milicja, która na każdym kroku wyłudza łapówki. Widać nie tylko przyjezdni mają z tym problem. Wywiad dostępny jest w elektronicznej wersji gazety, str. 14 - pdf, 4,1MB
Po wywiadzie poszliśmy na kolejne jedzenie w sali dla VIPów, gdzie popróbowaliśmy dagestańskiego koniaku. Muszę szczerze powiedzieć, że był wyśmienity, szkoda że nie zabraliśmy jakiejś flaszeczki ze sobą :) Następnie kibicowaliśmy naszej drużynie Kaskad, z którą wspólnie nocowaliśmy.
Następną atrakcją był koncert miejscowych artystów narodowych, który odbywał się w klubie nad meczetem. Mówiono nam, że będzie tam pokaz lezginki, tańca narodowego, więc dzielnie wytrzymywaliśmy maksymalnie głośne popisy śpiewaków i śpiewaczek (trzeba jednak przyznać, że niektóre wykonania były całkiem niezłe). Gassan posadził nas w pierwszym rzędzie, w którym później zasiedli też honorowi goście, czyli pilot Burana i jego brat. Całość imprezy miała charakter naszych akademii szkolnych z lat komuny, Buzar cały czas marudził, że masakra i to nie dla niego, starego opozycjonisty :) Kompletnie nas powalił występ małej dziewczynki, która wyrecytowała podniosły wiersz o bohaterze narodowym, pilocie Burana, Magomedzie Tolbojewie. Nasz bohater aż się rozpłakał - masakra.
|
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.