| Dagestan 2009 |
|
Strona 8 z 23
7 dzień, czwartek, 11.06.2009, Zelenokumsk - Bujnaksk, 540km
Dzisiaj mamy zamiar dojechać do Dagestanu. Znowu lecimy nudnymi równinami, mijamy po drodze miasteczko z wielkim pomnikiem oznaczającym, że tutaj zaczyna się już Azja. Zbliżamy się powoli do Morza Kaspijskiego. Po południu popas na skrzyżowaniu główniejszych dróg. W knajpce mamy okazję podglądać jak obiad jedzą muzułmanie. Flaszka jakiegoś koniaku na stole, chleb i mięso baranie, które już samym wyglądem powoduje u nas odruchy wymiotne :) My tylko kawa i jakieś ciasto, w sumie bardzo dobre.
Zbieramy się dalej i dojeżdżamy do Machaczkały. Obowiązkowe foto przy wielkim betonowym napisie z nazwą i przejeżdżamy obrzeżami stolicę Dagestanu. Noclegu zamierzamy szukać w mniejszym miasteczku Bujnaksk, kilkadziesiąt kilometrów za Machaczkałą, w kierunku na Gunib. W Bujnaksku kolejna kontrola i wpierają nam, że wyprzedzaliśmy na zakazie. Długie targi i kończy się na 50$. Jak się potem okazało (bo zawracaliśmy w poszukiwaniu hotelu) nie było żadnego zakazu :/ Znowu daliśmy się zrobić, ale to już ostatni raz :) Znaleźliśmy polecany przez jakiegoś tubylca hotel, ale niestety nie było miejsc. Decydujemy się jechać dalej, chociaż powoli się ściemnia. Jeszcze tylko jedna kontrola, milicjanci nie mają już co wymyślić, więc pytają się czy możemy im pokazać nasze polskie pieniądze.
Parę kilometrów dalej posterunek milicji i ponownie nas kontrolują. Pytamy się o hotele po trasie, ale tylko się śmieją i mówią, że ostatni był w Bujnaksku. Szybka wymiana zdań pomiędzy nami i pytamy się, czy możemy koło nich rozbić namioty. Okazuje się, że nie ma problemu. Chcemy najpierw jechać do pobliskiej wioski po coś do jedzenia i piwo, ale komendant mówi byśmy się najpierw rozłożyli z namiotami, a on nas później zawiezie swoim Mercedesem :) Posłusznie rozbijamy namioty, a potem pakujemy się z komendantem w jego Merca. Po drodze pytamy się, dlaczego ma tak mocno przyciemnione szyby i dowiadujemy się, że po to by Muhadżedini nie wiedzieli kto w środku, bo jakby zobaczyli, że milicjant, to mogli by do niego strzelać. Mówi nam, że w tym roku już ostrzelali ich posterunek z pobliskich wzgórz.
Szybkie zakupy w sklepie i wracamy. Z motocykli urządzamy stoły, zabieramy się za jedzenie, piwko i robienie nocnych fotek. W między czasie oglądamy dziury po kulach w dachu i metalowych szafkach wewnątrz posterunku, a Buzar rozmawia prze telefon komendanta z jakimś jego znajomym historykiem, który był w Polsce. Spokój przerywają nam strzały z kałacha. Jeden z milicjantów strzelał w powietrze, bo przejeżdżająca ciężarówka nie chciała się zatrzymać. Nieźle się zapowiada :) Później jeszcze parę razy budziły nas w nocy strzały z karabinów.
|
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.