| Dagestan 2009 |
|
Strona 4 z 23
3 dzień, niedziela, 07.06.2009, Pierwomajsk - Melitopol, 488km
Wyjeżdżamy o 10, kierunek Cherson. Na rozjeździe za Cherson Ron myli drogę, ładujemy się w jakąś boczną no i ponownie bliskie spotkanie z gliniarzami, którzy twierdzą, że wyprzedzaliśmy na zakazie. No może, ale był to Kamaz, który wlókł się 30km/h :/ Pozabierali dokumenty i zabierają się za wypisywanie mandatu. Odbywa się spory cyrk. Staje na tym, że rzeczywiście zaczynają wypisywać jakieś papiery wielkości A4, o dziwo tylko dla dwóch z nas (nie mieli więcej druków?) i każą wracać do Cherson, do banku zapłacić (piszą nam adres), potem z powrotem do nich po dokumenty, a jak ich tam nie będzie, to mamy po nie jechać na komisariat i podają kolejny adres. No to znowu zaczyna się cyrk i w końcu staje na 100$ dla gliniarzy i możemy jechać dalej. Buzar twierdził, że trzeba było gości sprawdzić i wziąć te papiery do banku, zwłaszcza, że nawet kwoty mandatu na nich nie było. No ale równie dobrze po naszym odjeździe gliniarze mogli by wywalić nasze dokumenty, a potem w komisariacie (jeśli w ogóle podali prawdziwy adres) udawać głupków. Normalnie teatr prawdopodobnie był taki, że hej. Tylko my jako niedoświadczeni aktorzy znowu musieliśmy płacić frycowe.
Wjeżdżamy z powrotem na właściwą trasę i jedziemy dalej. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Prosta droga po horyzont, płasko, nie ma na czym oka zwiesić i odwrócić myśli od bolącej dupy. Zaczynam trenować różne pozycje. Na stojąco to raczej tylko w miastach, bo jedzie się wolniej i wiater nie ściąga z motocykla, a miast po drodze ani widu ani słychu. Nogi na cylindry - na jakiś czas daje radę. Najlepiej jednak tyłek odpoczywa jak siedzę na tylnej kanapie z nogami dyndającymi swobodnie w dół :) Ale tak też długo nie da rady, bo zaczynają nadgarstki boleć. No i tak sobie jadę zmieniając konfiguracje umiejscowienia tyłka na motocyklu :)
Dojeżdżamy do Melitopolu i w pierwszym przydrożnym barze zatrzymujemy się na kawę. Triumph Buzara znowu przecieka i to coraz mocniej. Rozbieramy boczek i okazuje się, że szybkozłączka jest pęknięta, a paliwo leje się już niezłym strumieniem. Postanawiamy zlać paliwo i spróbować zalepić szczelinę poxiliną. Pierwsza próba nieudana. Cieknie nadal. Buzar podejmuje drugą próbę, Ron ze mną wyrusza na poszukiwania mechanika. Włóczymy się po mieście ze 2h i w końcu przy pomocy tubylca zabranego na motocykl trafiamy do serwisu całodobowego (jak się okazuje sporo jest takich i na Ukrainie i w Rosji). Wracamy do Buzara, który zdążył w międzyczasie porządnie oblepić poxiliną dziurę. Przy barze funkcjonuje także motel, więc postanawiamy nie odpalać Triumpha do rana, by dać czas poxilinie na zaschnięcie i bierzemy jeden pokój. Oczywiście znowu targi, czy możemy we trzech w pokoju 2os. Motocykle stawiamy na tyłach motelu, są niewidoczne z zewnątrz, więc luz. Tradycyjnie piwkujemy wieczorem i poznajemy Rosjanina (z pochodzenia chyba Kałmuka), który okazuje się, że był lekarzem, a teraz pracuje dla Philipsa czy jakoś tak. Opowiada nam parę ciekawych rzeczy o Rosji i każe się wystrzegać wyprzedzania na zakazach i podwójnych ciągłych, bo zabierają za to ponoć prawko.
|
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.