| Dagestan 2009 |
|
Strona 20 z 23
19 dzień, wtorek, 23.06.2009, Pierwomajsk - Kamieniec Podolski, 446km
Rano znowu awaria Triumpha. Już wczoraj wieczorem przy smarowaniu łańcucha Tiger coś krzywo stał. Okazało się, że zaginęła jedna śruba od centralnej podstawki. Za pomocą młotka i śruby znalezionych na kupie złomu z tyłu hotelu Buzar naprawia awarię. Przy okazji poznajemy właściciela hotelu, który o dziwo okazuje się starszym panem z Niemiec - zapomniał wrócić, czy jak? :))
W planach mamy Kamieniec Podolski. Trasę wybieramy na skróty, bocznymi drogami, dzięki temu zaliczamy kilka kolejnych szutrowych dróg. Na jednej z nich doszło niemal do zderzenia Buzara, uwaga, z innym motocyklistą :) Przez lasek prowadziły dwie równoległe szutrówki i naraz z tej drugiej zza krzaczorów wyskoczył jakiś chłopaczek na Iżu, czy czymś takim prosto pod koła Buzara. Na szczęście hamowanie obu i szybki manewr Buzara uratowały sytuację. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze obiad pod spożywczakiem w jakiejś wiosce, gdzie dokarmialiśmy psa. Biedny był tak zdezorientowany tą ilością żarcia (Ronowi nie podeszła zakupiona kiełbasa), że nie wiedział co z tym zrobić. Mieliśmy pewne obawy, że nie wie jak to zakopać, bo nigdy nie miał za dużo, ale instynkt był silniejszy i piesio zakopał sobie kiełbasę na później :)
Podczas tankowania gdzieś w trasie Buzar odebrał pozdrowienia od Wojtka właśnie z Kamieńca Podolskiego, gdzie był ze swoją dziewczyną, Benkiem i Mirą. Zadzwonił do niego i umówiliśmy się na spotkanie i poprosiliśmy o załatwienie dla nas noclegu tam gdzie i oni nocowali, czyli w parafii prowadzonej przez polskich księży. Niesamowity zbieg okoliczności :)
W drodze do Kamieńca, już asfaltami, kolejna przygoda. W TIRze jadącym z naprzeciwka wystrzeliła opona. Ja niemal spadłem ze strachu od huku z motocykla, a Ron oberwał kawałkiem opony po udzie, ale na szczęście nic oprócz małego siniaka nie było.
W Kamieńcu Ron z Buzarem szybko zwiedzili zamek (było pół godziny do zamknięcia), ponieważ ja już go zwiedzałem, to wspaniałomyślnie pilnowałem motocykli :) Zalogowaliśmy się w parafii - warunki prawie luksusowe, pokoje z łazienką i czyściutko, 15$ od łebka - się cenią. Wojtek z ekipą wybierają się do Mołdawii, a potem w Alpy. Posiedzieliśmy wieczorem przy piwku w knajpie i wymienialiśmy się opowieściami z podróży.
|
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.