Jedziemy w stronę Krymu. Dojeżdżamy bez większych przygód do portu i zabieramy się za załatwianie biletów na prom. Kończy nam się gotówka, więc Buzar pyta się w kasie po ile bilety, wychodzi na to, że po około 1000 na łebka. Śmigam do bankomatu - na szczęście jest - i wypłacam 3 koła. Jak się okazało niepotrzebnie, bo trochę ponad 1000 kosztowały bilety dla 3 wraz z motocyklami, a Buzar się pytał 5 razy, czy to cena za jednego czy za wszystkich :/ Stoimy w kolejce do wjazdu na teren portu, w końcu nas wpuszczają. Kolejne załatwianie milionów papierków i próba wyłudzenia łapówki. Jakiś koleś z milicji przyczepił się, że nie mamy meldunku, a pieczątka z Psebaju na odwrocie karty imigracyjnej nie wystarczy.
Po całym dniu jazdy
Buzar ostro się wykłóca i ratują nas rachunki za pobyt w turbazie, które na szczęście zachowałem. Po ukraińskiej stronie też odprawa, ale tym razem w miarę sprawnie - wzięli dokumenty i paszporty i wszystko sami załatwili. Popatrzyli jedynie do kufrów, czy czasem czegoś nie przemycamy. No i dopytywali się, którędy będziemy wyjeżdżać z Ukrainy. My na to, że nie wiemy, ale w końcu musieliśmy im coś powiedzieć i wpisali tą samą miejscowość, przez którą wjeżdżaliśmy ponad 2 tygodnie temu.
Droga przez Krym spokojna, kierujemy się do Sudaku. Mijamy po drodze parę wypoczynkowych miejscowości na wybrzeżu i w końcu docieramy na miejsce. Jest już za późno na zwiedzanie twierdzy, więc u siedzącej na ulicy babci wynajmujemy pokój do spania.
Zamek w Sudaku wieczorową porą
Tu znowu musiałem wziąć pasażera. Koleżanka babci władowała mi się na siedzenie, by pokazać drogę dla motocykli, bo na pieszo jest inna i krótsza. Przed bramą, gdy już dojechaliśmy, to spadła mi z motocykla zsiadając :) Niestety nawet nie mogłem pomóc jej się podnieść, bo miałem moto na biegu i zanim wrzuciłem luz, to babcia już się podniosła :)
Na wejściu zostaliśmy od razu zastrzeleni poleceniem ściągnięcia ciuchów moto w kuchni dla gości i wykąpania się, zanim nas wpuści do pokoju :) No nic, co robić, spełniliśmy polecenie babci :) No ale dzięki temu szybko się pozbieraliśmy po jeździe i zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć do knajpki pod zamkiem na coś do jedzenia i piwo.
Bardzo fajna wycieczka. Troche niebezpieczna ale doznania napewno niesamowite. Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl. Dziekuje i pozdrawiam. Michal
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.