Zmierzamy w kierunku Krymu. Omijamy główne drogi i przez Kaukaz kierujemy się na wybrzeże Morza Czarnego. Widoczki niezłe, po drodze nawet kilka kilometrów szutru, bo chyba zabrakło im asfaltu, by okolice szczytów porządnie zrobić :) Do morza dojeżdżamy w Tuapse i oczywiście kolejna kontrola. Rona GPS wywodzi nas w pole, ale go prostujemy i jedziemy dalej. Na stacji benzynowej obgadujemy co dalej, bo trochę się przeliczyliśmy z kilometrami i czasem. Wydawało się, że powrót zajmie nam więcej czasu, ale droga przez Czeczenię i paradoksalnie deszcz przyspieszyły naszą podróż. A zapraszano nas na jeden dzień dłużej i w Machaczkale i jeden dzień w Groznym, z czego zrezygnowaliśmy i teraz szkoda :) Podejmujemy decyzję, że zrobimy sobie jeden dzień laby w Dżanhocie, tam gdzie 5 lat temu nocowaliśmy z Buzarem, gdy jechaliśmy do Armenii.
Do Dżanhotu trafiliśmy bez problemów, na miejscu znaleźliśmy nawet dokładnie to samo miejsce, gdzie nocowaliśmy 5 lat temu. Pani właścicielka nawet nas pamiętała :) Oddaliśmy ciuchy do prania (za friko) i oczywiście piwko wieczorem przed domem :) Nocleg 15$ od osoby.
Bardzo fajna wycieczka. Troche niebezpieczna ale doznania napewno niesamowite. Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl. Dziekuje i pozdrawiam. Michal
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.