Start Dagestan 2009
Dagestan 2009
Spis treści
Dagestan 2009
1 dzień, piątek, 05.06.2009, Wrocław - okolice Lwowa (Ukraina), 602km
2 dzień, sobota, 06.06.2009, okolice Lwowa - Pierwomajsk, 672km
3 dzień, niedziela, 07.06.2009, Pierwomajsk - Melitopol, 488km
4 dzień, poniedziałek, 08.06.2009, Melitopol - Taganrog (Rosja), 308km
5 dzień, wtorek, 09.06.2009, Taganrog - Psebaj, 482km
6 dzień, środa, 10.06.2009, Psebaj - Zelenokumsk, 450km
7 dzień, czwartek, 11.06.2009, Zelenokumsk - Bujnaksk, 540km
8 dzień, piątek, 12.06.2009, Bujnaksk - Sogratl, 135km
9 dzień, sobota, 13.06.2009, Sogratl, 0km
10 dzień, niedziela, 14.06.2009, Sogratl - Kubaczi, 200km
11 dzień, poniedziałek, 15.06.2009, Kubaczi - Achty, 235km
12 dzień, wtorek, 16.06.2009, Achty - Machaczkała, 262km
13 dzień, środa, 17.06.2009, Machaczkała - Tyrnyauz, 459km
14 dzień, czwartek, 18.06.2009, Tyrnyauz - Psebaj, 488km
15 dzień, piątek, 19.06.2009, Psebaj - Dżanhot, 396km
16 dzień, sobota, 20.06.2009, Dżanhot, 0km
17 dzień, niedziela, 21.06.2009, Dżanhot - Sudak, 366km
18 dzień, poniedziałek, 22.06.2009, Sudak - Pierwomajsk, 601km
19 dzień, wtorek, 23.06.2009, Pierwomajsk - Kamieniec Podolski, 446km
20 dzień, środa, 24.06.2009, Kamieniec Podolski - Lesko, 453km
21 dzień, czwartek, 25.06.2009, Lesko - Wrocław, 494km
Podsumowanie
Wszystkie strony

14 dzień, czwartek, 18.06.2009, Tyrnyauz - Psebaj, 488km

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

 

Widok z kolejki linowej

Rano zbieramy się i atakujemy Elbrus. W nocy nieźle lało, drogi mokre i też coś tam leci z nieba. Jednak przed celem jest już sucho i nie pada. Dojeżdżamy do stacji kolejek linowych i kupujemy bilety na przejazd - 600 rubli od osoby. Ponieważ wyciągi czekają, w jednej z knajpek jemy późne śniadanie.

 

Starsza z dwóch kolejek

N górę jedzie się dwoma kolejkami. Pierwsza jest nowa, widać niedawno wybudowana, wagoniki nowoczesne, kilkuosobowe. Mamy niezły ubaw, bo z nami nikt nie chce wsiąść - nie wiem dlaczego, tak już śmierdzimy? :) Po drodze obserwujemy z góry Kraza, który wspina się po nartostradzie i okoliczne góry. Drugi etap to już stara kolejka, tylko dwa wagoniki, chyba na 20 osób. Pakujemy się z resztą turystów i jedziemy na górną stację. Tam wita nas śnieg i niska temperatura, ale nie ma tragedii, bo chyba jest na plusie. Niestety z widoków nici, bo jesteśmy w samym środku chmur. Robimy wywiad ze szczytu Elbrusa, parę fotek i zjeżdżamy na dół. Przed odjazdem kolejki śmieszne zdarzenie. Do wagonika wchodzi jakiś typek i chce bilety do kontroli i tylko od nas. Najpierw dyskutujemy kim on jest, że nas kontroluje, bo nie ma żadnego identyfikatora, w końcu pokazujemy bilety. W czasie jazdy dochodzimy do wniosku, że zmyliły go nasze motocyklowe ciuchy i pewnie myślał, że to jakieś do wspinaczki i że weszliśmy pieszo na górę, a na dół chcemy na gapę :))) Ron przypuszcza, że pewnie najbardziej myląca była jego specjalistyczna, alpejska czapeczka :)

 

Lodowiec

Na dole spotykamy dwóch Polaków, którzy usiłowali wejść na szczyt. Niestety ze względu na złe warunki pogodowe nie udało im się, zabrakło 300m. Siedzieli 5 dni pod szczytem, w ostatni próbowali wejść, ale było tak mglisto i biało, że zaczęli mieć halucynacje i zrezygnowali. Pogadaliśmy z nimi trochę i ruszyliśmy dalej.

 

Po drodze pogoda w miarę ok, ale czym bardziej oddalaliśmy się od gór, tym gorzej, aż w końcu zaczęło padać. Kierowaliśmy się na Psebaj, ponieważ z powrotem chcieliśmy wracać przez Krym. Z pogodą coraz gorzej, leje coraz mocniej, a ja durny nie wyciągam przeciwdeszczówki, bo za każdym wzgórzem mam nadzieję, że przestanie padać :) W końcu jestem tak przemoczony, że zakładanie kondona nie ma sensu. Zatrzymujemy się na tankowanie, w barze na kawie nawet nie siadam, bo leje się woda ze mnie jak z kranu i szkoda knajpianych mebelków. Przejeżdżamy znowu przez Kaukaz, tą samą drogą co w przeciwnym kierunku. Na 2000m nie dość, że leje, to jeszcze nieźle zimno, jest coraz nieprzyjemniej, ale zaciskamy zęby i lecimy dalej.

Niewiele było widać
Zbliżamy się do Psebaju i zatrzymują nas na znanym nam posterunku - 4 już raz :) Ekipa się zmieniła, są jacyś w białych koszulach. Sprawdzają wszystko szczegółowo, nawet zieloną kartę, no ale nie mają się do czego czepić. Ale w końcu znaleźli coś :/ W oczekiwaniu na dokumenty zapaliłem sobie fajkę i już jeden z mordą, że tu jest zakaz palenia. Ja zdziwiony i mówię, że wszędzie palą i że nawet znaku nie ma. No to mi pokazują napis po rusku, że zakaz palenia. Kłócimy się, że powinien być znak, ale nic to nie daje - jest powód do łapówy. Jeden udaje, że szuka formularza na mandat, a drugi odciąga mnie na bok, i pokazuje, że mam dać jakąś kasę. Wyśmiewam go i mówię, że niech piszą mandat, zapłacę. Jeszcze chyba z 5 razy upewniają się, że mają pisać i czy na pewno tego chcę, w końcu oddają dokumenty i każą odjeżdżać bez niczego, łapówkarze jedni.

 

Elbrus prawie zdobyty

Docieramy kompletnie przemoknięci do Psebaju do znanej nam turbazy. Tam masa dzieciaków i rowerów - odbywa się jakieś zgrupowanie kolarzy górskich. Baliśmy się, że nie będzie miejsca, ale spoko, w cenie jak poprzednio (300 rubli od osoby) dostaliśmy 3 pokojowy apartament z lodówką, tv i łazienką :) Ciekawe czy wcześniej z nas zdarli, czy teraz ktoś się pomylił :) Buzar załatwia formalności, Ron ze mną idzie do sklepiku po coś do jedzenia i oczywiście piwo :) Rozkładamy się z przemoczonymi ciuchami i korzystamy szczęśliwi z prysznica, bo znowu przez 3 dni (od Machaczkały) się nie kąpaliśmy.

 



 

Komentarze  

 
0 # Krzychu 2009-11-13 00:35
Wow! Masakra... Zgodnie z obietnicą przeczytałem całość. Jarecki - gratuluję wyprawy!!!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Michal 2009-12-08 23:36
Bardzo fajna wycieczka. Troche niebezpieczna ale doznania napewno niesamowite.
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Jarecki 2009-12-09 09:16
Super, że się podobało. Aż tak niebezpiecznie to nie było, szczerze zapraszam do wybrania się w tamte rejony.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # KOKOS 2010-02-20 11:24
Mnie urzekł tekst o niewidzialnych gmolach firmy HOLAN. Nie ukrywam, że coś na ten temat czytałem
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież