| Dagestan 2009 |
|
Strona 14 z 23
13 dzień, środa, 17.06.2009, Machaczkała - Tyrnyauz, 459km
Rano jak obiecywał Gassan, obudziliśmy się prawie bez kaca, tylko Ron strasznie narzekał i nie mógł się podnieść z wyra. Szybkie śniadanko i zbieramy się do wyjazdu. Pojawia się Nurik na Bandicie i wyruszamy w kierunku Groznego. Gassan odprowadza nas na wylot z Machaczkały, gdzie się z nim żegnamy. Nurik prowadzi i dzięki niemu mamy spokój z kontrolami. Na każdej zagaduje z milicjantami, że jesteśmy jego kumplami, odprowadza nas do Groznego i nie ma co kontrolować :) Droga niezła, ale jedzie nią masa samochodów i ciężarówek. Jadę za Nurikiem i w pewnej chwili gubię z oczu Buzara z Ronem. Początkowo się nie martwię, bo w sumie sporo samochodów i może zasłania ich jakaś ciężarówka. Zwalniamy, ale się nie pojawiają więc zatrzymujemy się na poboczu. Do nurika podjeżdża jakaś Łada i kierowca mówi, że coś tam się stało. No to mi się już ciepło zrobiło. Zawracamy i na szczęście widzę Buzara i Rona jadących w naszą stronę. Okazało się, że Ron nie zapiął porządnie pokrywy kufra i mu pofrunęła w czasie jazdy, dobrze, że Buzar nie nią oberwał.
Na granicy Czeczeńskiej czeka nas poważniejsza kontrola. Znowu pytania skąd, dokąd, po co, na co, sprawdzanie dokumentów, jakieś telefony do dowództwa itp. Wszystko wśród żołnierzy pilnujących nas pod długą bronią. Najlepszy był jeden taki, cały w panterce, nawet okulary przeciwsłoneczne miał w panterkę, łącznie ze szkłami :) Mało mu się w twarz nie roześmialiśmy. Pocwaniakował i poszedł sobie.
Po 30 minutach ruszamy dalej. W Groznym tankujemy na stacji i spotykamy się z lokalnym bajkerem - Muslimem - z którym umówił się Nurik. Prowadzi nas na razie do knajpki, gdzie jemy obiad (kluski z mąki pszennej i kukurydzianej, podgotowana suszona baranina i coś w rodzaju naszego rosołu) i czekamy na resztę lokalesów. Przyjeżdżają na dwóch motocyklach, w tym jeden na nowym GSXR 1000 K7.
Z knajpy śmigamy do centrum. Grozny nas zaskakuje - zero śladów po wojnie, ulice czyste jak nigdzie w Rosji, asfalty nowe i bez dziur, piękne budynki i domy. Tylko prawie na każdym rogu patrol milicji lub wojska. W centrum największe zaskoczenie. Stoi olbrzymi meczet z marmurów i piaskowca, widać, że nówka sztuka. Wokół trawniki i fontanny, ludzie spacerują, normalnie sielanka. Nasz przewodnik po Groznym - Muslim - pracuje jako informatyk w telewizji i mówi, że ściągnie ekipę z TV, by zrobiła z nami wywiad. W międzyczasie oglądamy meczet. Naprawdę robi wrażenie swoim wyglądem. Nie wchodzimy do środka, bo trzeba przed wejściem się umyć (jest specjalne miejsce z kranikami i marmurowymi stołeczkami, gdzie można się obmyć), a nam nie za bardzo uśmiecha się wyłażenie z ciuchów i butów motocyklowych.
Pojawia się ekipa TV, robią parę ujęć i odpowiadamy łamanym rosyjskim na pytania. Wokół nas robi się małe zbiegowisko, z czego połowa to jacyś mundurowi. Jest nawet jeden radiowóz - nowe BMW serii 5 czy 7 :) Pojawia się też kilku kolejnych bajkerów. Słońce strasznie grzeje, a chcą jeszcze porobić parę ujęć jak jeździmy. No to zbieramy się i toczymy się po ulicach. Staje się to coraz bardziej męczące, więc powoli zbieramy się do wyjazdu w dalszą drogę. Zatrzymujemy się na obrzeżach miasta pod wielkim napisem Grozny, robimy wspólne fotki, żegnamy się i lecimy dalej.
Grozny i cała Czeczenia (przynajmniej to co widzieliśmy z drogi) zaskoczył nas swoim wyglądem. Wszystko pięknie odbudowane, zero śladów po wojnie (gdy pytaliśmy się Muslima o jakieś zniszczone wojną budynki, to nie potrafił powiedzieć, czy jest coś takiego w Groznym), ludzie zadowoleni. Widać, że jest tam pompowana straszliwa kasa, by ludziom dobrze się żyło i nikt nie myślał o jakiejś kolejnej wojnie o niepodległość. Słychać to nawet w rozmowach, że zwłaszcza młodzi mają dość wojen i zwyczajnie w świecie chcą sobie spokojnie żyć, jeździć motocyklami i bawić się. Wielu nawet ma koszulki lub bluzy z napisem Rosja i obnoszą się z tym, że są częścią Federacji, co nas kompletnie zaskoczyło. Niestety nie wiemy jak to wygląda w innych częściach Czeczenii, być może sami zostaliśmy zmanipulowani :(
Jedziemy dalej. Przed nami Inguszetia i ponowna kontrola, a nawet dwie. Najpierw czeczeńska potem inguska. Tu nas zdenerwowali bezczelni gliniarze, czy też wojskowi. Najpierw jeden mnie szturchał pałką, coś tam marudził o suwenirach, myślałem, że mu się zaraz odwinę, ale powstrzymywał mnie widok kałachów. Zabrali Ronowi flaszkę wódki z Dagestanu, zażyczyli sobie fotki z nimi i w końcu puścili, patałachy jedne. Dalsza droga to już kontrola za kontrolą. 200km jechaliśmy ponad 4 godziny. Na każdej z granic po dwie kontrole, do Osetii to prawie jak do innego kraju się wjeżdża - normalnie odprawa paszportowa była. Do tego jeszcze posterunki przy każdym większym mieście. Ciekawe zdarzenie mieliśmy w Biesłanie. Zatrzymał nas patrol policji za rzekome wyprzedzanie na zakazie. Już wcześniej zaczęliśmy stosować taktykę, że nic nie rozumiemy po rosyjsku. W ten sposób kontrole trwają szybciej i ciężko im wyłudzić jakąś kasę. Ale w Biesłanie to Buzar z Ronem już kabaret na maksa odwalili.
W planach na dzisiaj jeszcze Elbrus, więc kierujemy się na Nalczik. W Nalcziku przerwa na kawę (chyba najdroższą przez cały wyjazd) i od lokalesa dowiadujemy się, że spokojnie znajdziemy nocleg pod Elbrusem. Lecimy więc dalej choć zaczyna się ściemniać, a przed nami ponad 100km. Skręcamy w bok w kierunku Kaukazu i jedziemy już po ciemku. Podążamy kanionem jakiejś rzeki, po obu stronach strome góry, ale jest ciemno i nie ma jak podziwiać. Nie docieramy do końca, bo zaczyna kropić, a jazda przez góry nocą sama w sobie jest już niebezpieczna, nie licząc ruskich wariatów w samochodach.
Hotel jest całkiem blisko, znajduje się przy stadionie sportowym (Ruscy to nawet w górach stadion wybudują :) ) Płacimy po 350 rubli od łebka, pokój bez łazienki, na korytarzu zresztą też nie znaleźliśmy prysznica, dobrze że kibelek był :) Kolacja z chińskich zupek i ryby w puszce, bez piwa, bo nie było żadnej knajpy.
|
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.