| Dagestan 2009 |
|
Strona 13 z 23
12 dzień, wtorek, 16.06.2009, Achty - Machaczkała, 262km
Rano zbieramy się powoli. Na terenie naszego noclegu odkrywamy chyba najgorszy kibel wyjazdu - nikt nie dał rady skorzystać :) Na szczęście w innym miejscu był wychodek postawiony na strumyczku wpływającym do rzeki. Czysto, nie śmierdzi, bo wszystko od razu spływa dalej :) To był jeden z lepszych kibelków :)
Od dzisiaj wracamy już do Polski, dalej nie będziemy. Mamy pewne obawy co do stanu drogi, bo w nocy padało, a błotne lodowisko z poprzedniego dnia nie pozostawiło miłych wspomnień. Przy wyjeździe ponowna kontrola, a jakże. Droga okazała się w dobrym stanie, zdążyła już przeschnąć, jednak w miejscu gdzie wczoraj ślizgaliśmy się po błocie stoją w kolejce samochody. Podjeżdżamy na początek i okazuje się, że ze zbocza osuwa się lawina kamieni i głazów, nie da się przejechać. Po drugiej stronie osuwiska czeka spychacz, aż przestanie się sypać z góry. Zanim się uspokoiło i spychacz oczyścił drogę zdążyliśmy poznać wszystkich oczekujących na przejazd :) Oczywiście podstawowe pytania to ile kosztuje i jak szybko jedzie :)
Śmigamy dalej i docieramy do Derbentu. Przed Derbentem posterunek i kontrola - bez obaw, po drodze były jeszcze dwie inne. Zabierają dowody rejestracyjne, prawka i znowu: skąd, dokąd, po co, na co. Buzar zniecierpliwiony wyciąga jedne z dokumentów wprost z ręki milicjanta i obserwuje jego reakcję. Widząc, że jest w zbyt dużym szoku by na to zareagować, zabiera mu resztę, pakujemy się na motocykle i wjeżdżamy do miasta :)
Zwiedzamy twierdzę - robi wrażenie. Z murów piękny widok na miasto i Morze Kaspijskie. Dobrze, że wysoko i nie widać syfu na ulicach przez jaki musieliśmy przejeżdżać.
Z Derbentu jedziemy do Machaczkały. Wcześniej Buzar dzwoni do Gassana i załatwia u niego nocleg. Umawiamy się na pierwszym posterunku przy wjeździe do Machaczkały. Dojeżdżamy do niego i oczywiście nas zatrzymują. Gliniarz do Rona, że gdzieś tam po drodze jechaliśmy 120 zamiast 60. Wyśmiewamy go, a on twierdzi, że ma to na radarze. No to my, żeby pokazał no i się skończyła rozmowa :) Rozkładamy się przy jakiejś knajpce koło stacji benzynowej, motocykle na widoku i czekamy przy kawce na Gassana.
Po 0,5h zjawia się Gassan w swoim ulubionym Volvo 740 i prowadzi nas do swojego domu. Po drodze przyuważa nas miejscowy bajker i jedzie za nami. Gassan mieszka w zwykłym bloku (sprzedał poprzednie mieszkanie, bo buduje się gdzieś pod Machaczkałą), ale pod blokiem nie zwykłe bryki. Jakieś 2 Leksusy, Porshe Cayenne i inne jakieś lepsze. Z motocyklistą, który przyjechał za nami umawiamy się na wieczór, z resztą zostawiamy to w gestii Gassana, w końcu do niego przyjechaliśmy. Wchodzimy na górę przez pancerne drzwi klatki. podobne, obite blachą drzwi są do mieszkania Gassana. Tam robimy mały burdel w przedpokoju zrzucając nasze nieźle już zapodające ciuchy motocyklowe. Żona Gassana przygotowuje nam herbatę i jedzenie, a my oglądamy ponagrywane przez niego filmy z lotów samolotem i lotniami. Gassan już od młodości interesował się lotnictwem. Oglądamy filmy z początku lat 90tych, jak rozpadł się Związek Radziecki, jak Gassan ląduje sobie swoim samolocikiem w środku miasta na ulicy :) Opowiadał, że w końcu przyczepiło się do niego FSB za to i chcieli go zatrzymać, ale powiedział, że już idzie, tylko przestawi samolot z ulicy na bok. Wsiadł, zawinął ogonem i im zwiał :)
Po jedzeniu i filmach wybieramy się na zwiedzanie Machaczkały. Gassan podjeżdża po nas wypasionym na maksa i bez tablic rejestracyjnych Mercedesem S500. Merc jest siostrzeńca, który zajmuje się wożeniem par do ślubów, pokazuje nam potem jego firmę, na której podjeździe stoi długi Lincoln i kilkunastometrowy Hummer. No tak to możemy zwiedzać :) Śmigamy sobie jak VIPowie przez miasto i rozmowa schodzi oczywiście na samochody. Buzar opowiada coś o swoim Tuaregu, na co Gassan, że też miał kiedyś Tuarega, ale w Dagestanie moda na Tuaregi była 2 lata temu, a teraz jest moda na Porshe Cayenne :))) ROTFL!!
Zajeżdżamy na wzgórze nad Machaczkałą skąd rozciąga się piękny widok na miasto, morze i górę śmieci pod naszymi stopami. Stoi pełno samochodów, głównie ład z przyciemnionymi na maksa szybami. Cykamy fotki, kręcimy filmy, a Buzar prowadzi strasznie interesujące rozmowy z Gassanem.
Zbieramy się do dalszego zwiedzania. Przejeżdżamy obok widocznego z góry, ogromnego meczetu, robimy mały spacerek po głównym placu Machaczkały, wstępujemy na chwilę na plażę i na koniec podjeżdżamy do knajpy motocyklowej. Knajpa nazywa się - a jakże by inaczej - 2 kolesa czyli 2 koła :) Poznajemy tam resztę lokalnych bajkerów i piwkujemy. Już wcześniej rozmawialiśmy z Gassanem czy da się przejechać przez Czeczenię i mówił, że spokojnie.
W knajpie nie siedzieliśmy za długo i wróciliśmy do domu Gassana. Myśleliśmy, że na tym koniec atrakcji, ale nie :) Gassan wyciągnął dwie flaszki swojej wódki i stwierdził, że z okazji naszego przybycia to on się jednak napije :) Siedzieliśmy tak ze 2 godziny i gadaliśmy o silnikach motocyklowych w samolotach, sytuacji Dagestanu i innych pierdołach. Nawet żona Gassana została poproszona o wychylenie jednego kielona z nami.
|
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.