| Dagestan 2009 |
|
Strona 11 z 23
10 dzień, niedziela, 14.06.2009, Sogratl - Kubaczi, 200km
Rano śniadanko, żegnamy się z naszymi gospodarzami i wyruszamy do Kubaczi. Buzar daje wnukowi naszego gospodarza jednego z zabranych na upominki multitulów. Tutaj kolejna ciekawostka, dziadek chłopaka przychodzi z jakąś drobna monetą do Buzara i mówi, że musi mu chociaż tyle zapłacić, ponieważ w multitulu jest nóż. Jak się okazuje w Dagestanie nie można dostać noża, trzeba go albo zdobyć albo kupić :) Dzień wcześniej Gassan, który dobrze zna Dagestan powiedział nam, dokąd sięgają asfalty i którędy damy radę przejechać motocyklami. Zaprasza też nas do siebie do Machaczkały. Wracamy przez Gunib do główniejszej drogi, potem na wybrzeże i przez Urkarah do Kubaczi - mimo, że jest krótsza trasa, to podobno nie damy rady tamtędy przejechać. Przy zaporze tym razem nie udaje się nam przemknąć i zatrzymują nas do kontroli. Trwa to dość długo, bo spisują chyba wszystko co się da, ale dzięki temu mam fotkę z wojskowym i kałachem przy GSie :)
Od Urkarah zaczyna się szutrówka. Najpierw zjeżdżamy w dół do przełęczy pomiędzy dwoma szczytami, a potem wspinamy się serpentynami na kolejny szczyt do Kubaczi. Zaczyna padać, ale na szczęście już dojechaliśmy do Kubaczi, bo w przeciwnym razie cienko byśmy wyglądali na mokrym, gliniastym podłożu. Gleba co 100 metrów murowana. Zatrzymujemy się przy sklepie by kupić coś do picia i zagadnąć o możliwość noclegu. Spotykamy tam małego, krzykliwego gościa w garniturze, który śmieje się, jak pytamy o motel, albo gdzie można rozłożyć namioty. Chyba nie ma zbytniej ochoty nas nocować, bo zaczepia jakiegoś innego gościa, by nas przenocował. Gdy tamten odpowiada, że nie ma problemu i bardzo chętnie, nasz rozmówca od razu proponuje nam nocleg :) Chyba przemyślał sprawę, że to nie on będzie się chwalił, że nocowali u niego motocykliści z Polski :) Znowu pada na mnie i biorę naszego już gospodarza na motocykl i jedziemy do niego do domu. Chata wielka, trafiliśmy na jakiegoś majętnego Dagestańczyka.
Kubaczi, to miasteczko, w którym wszyscy zajmują się wyrobem przedmiotów ze srebra. Znajduje się tu spora fabryka tych przedmiotów wraz z muzeum. Nasz gospodarz okazuje się być głównym księgowym w tej fabryce. Przebieramy się - Ron zbiera opiernicz, za przebieranie spodni w korytarzu, bo w domu jest żona i mogła by czasem za dużo zobaczyć :) W ogóle nasz gospodarz jest dość krewki i krzykliwy, widać, że lubi rządzić. Zarządza więc obiad - smażone ziemniaki, coś na kształt frytek, z jajkiem i herbata. Żona biega, a jak my jemy, to siedzi na stołku pod ścianą i tylko wtrąca raz po raz parę słów do rozmowy. Księgowy trochę pokpiwa sobie z nas i coś tam marudzi o tym, że na pewniaka przyjeżdżamy i co to byśmy zrobili z noclegiem, gdyby nie on. My mu na to, że mamy namioty i spoko, obejdzie się :) Wszystko takim niby żartem, niby serio. Chyba gościu straszliwy sknera jest :) Broni nas jego żona, opierniczając go, że najpierw zaprasza, a potem chce nas wysyłać pod namiot i że za chwilę to on będzie spał na dworze :)
Po obiedzie wybieramy się na zwiedzanie Kubaczi. Gdy wychodzimy, to pada pytanie, czy lubimy piwo. No trafił w dychę :) Wchodzimy do pierwszego sklepu, który prowadzi jego siostrzenica, bierzemy po piwku, nic nie płacimy i ruszamy dalej. Już jest fajnie :) Na głównym placu Kubaczi pakujemy się wszyscy do jakiejś Łady i zawożą nas gdzieś w górę miasta. Stamtąd wyruszamy na zwiedzanie starego Kubaczi. Budynki wyglądają niesamowicie - poprzyklejane jeden do drugiego, popodpierane drewnianymi belkami, tworzą na ulicach coś w rodzaju tuneli, długich przejść obok/pod nimi. Wszystko to na zboczu góry, uliczki i ścieżki jedne nad drugimi. Przy jednym z domów widzimy coś w rodzaju nagrobków. Są to pomniki na pamiątkę tych, którzy wyjechali z tych domów, nie wrócili i nie wiadomo co się z nimi stało, jednak nie wiadomo też czy umarli, czy żyją. Wychodzi do nas jeden z mieszkańców i opowiada historię jednego z tych pomników. Ruszamy dalej na zwiedzanie. Gospodarz pokazuje nam starą szkołę, do której chodził, dom którego był kiedyś właścicielem, opowiada o produkcji srebra i o sobie. Zwiedził trochę świata pracując tu i tam i twierdzi, że nie jest jakimś zagorzałym muzułmaninem. Wiara jak wiara, człowiek jest człowiekiem takim samym wszędzie i bóg jest jeden dla wszystkich twierdzi.
Przy jednym z domów zatrzymuje się i każe nam poczekać na siebie. Za chwilę wychodzi z niego i woła nas byśmy weszli. Jest to jego dom, w którym się wychował, a teraz mieszkają w nim jego przyjaciele. Siadamy za stołem, na którym szybko pojawia się pół litra, sałatka, chleb i ser. Zostajemy poinstruowani, żeby za dużo nie jeść, dwa razy po 50 i wychodzimy. Cała wizyta z 15min :) Nasz przewodnik już ma trochę w czubie, zaczyna coraz śmielsze teorie o muzułmanach wygłaszać, Buzar też zaczyna juz swoje wywody - jest super :) Powoli kończymy naszą wycieczkę. Znowu zwijamy jakąś ładę i tym razem już w 6 jedziemy na dół, gdzie jacyś pracownicy z fabryki stoją pod sklepem. Zamieniamy po parę słów - jeden z nich to chemik z fabryki - czym tam się zajmuje, to nie umiemy się dowiedzieć :) Jeszcze po piwku i zmierzamy do domu.
Pod domem małe zbiegowisko przy motocyklach, wszyscy oglądają i podziwiają. Poznajemy się z dwoma chłopakami, którzy obiecują nas jutro zabrać na wycieczkę do opuszczonej wioski. Wchodzimy do domu i wywołujemy małą awanturę rodzinną. Wygadaliśmy się, że mamy w motocyklach wódkę, którą dostaliśmy od Gassana i nasz gospodarz wysyła Buzara po jedną flaszkę, a obaj mają już nieźle w czubie. Gdy Buzar wraca, flaszka zostaje przechwycona przez gospodynię i zaczyna się mała kłótnia małżeńska, ale szybko się uspokaja. Gadamy jeszcze trochę i idziemy spać. Dostajemy wielki pokój na piętrze, śpimy na kołdrach rozłożonych na podłodze. Gospodarz daje nam zakaz schodzenia na dół do łazienki w nocy (i znowu nici z kąpieli, to już 4 noc z rzędu :) ) by "nie przeszkadzać" :) W zamian mamy do dyspozycji dwa wielkie zbiorniki na deszczówkę na tarasie i urządzony tam wychodek. Można przynajmniej gębę umyć i się załatwić :)
|
Komentarze
Przeczytalem artykul w dwa wieczory. Wciagnelo mnie i czulem sie jakbym tam z wami byl.
Dziekuje i pozdrawiam.
Michal
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.